2015/10/07

Szczecin - polski Paryż.


Choć w Szczecinie spędziłam tylko jeden dzień, zdążył mnie olśnić i zauroczyć.



Wiedziałam, że jego centrum posiada gwiaździsty układ urbanistyczny, łudząco podobny do Paryża (istnieje nawet plotka, która jest jednak tylko miejską legendą, że za projekt odpowiedzialny był Haussmann) nie wiedziałam jednak jak piękną, eklektyczną zabudowę i architekturę posiada.


Przez cały czas spacerowania po mieście nie mogłam powstrzymać ochów i achów.
Gdziekolwiek nie odwróciłam głowy, zawsze zauważałam piękny budynek, kościół, wyjątkową fasadę, pięknie rzeźbione balkony, mnóstwo zieleni. A to, co zauroczyło mnie doszczętnie to spacer aleją, którą w całości, miałam wrażenie, że w nieskończoność, ciągną się przepiękne kamienice, pastelowe, odnowione (bez żadnej współczesnej "wstawki"), do złudzenia podobne do tych, które widziałam w Paryżu.
Przepiękny widok, szczególnie po południu, gdy słońce chyli się ku zachodowi i wszystko spowija złocista poświata.










Kolejną perełką, którą bardzo chciałam zobaczyć, jest Filharmonia Szczecińska, która zdobyła międzynarodową nagrodę architektoniczną, budząc wiele zachwytów i trochę kontrowersji.


Mnie projekt ogromnie się podoba, a zdjęcia nie oddają jego uroku, na żywo robi ogromne wrażenie. Szczególnie kiedy kolor nieba jest intensywnie niebieski (co miało miejsce tego dnia) i ma się wrażenie, że budynek unosi się w powietrzu, jest lekki i biały jak chmura. O zachodzie słońca natomiast, pięknie odbija złote i czerwone refleksy świetlne. Żałuję, że nie dotrwałam do włączenia nocnej iluminacji, może uda się następnym razem.








Kolejnym miejscem, które odkryłam, jest odchodząca od Pl. Grunwaldzkiego ulica Rayskiego, która okazała się zagłębiem dla smakoszy.

Zacznę od początku.
Idąc w kierunku kawiarni i lodziarni, o których słyszałam dobre rzeczy, zatrzymałam się na chwilę w witrynie niepozornej piekarni, by zapiąć kurtkę czy wyjąć coś z torby. Zza pleców doleciał do mnie wspaniały zapach chleba. Muszę wejść pomyślałam, tu pachnie dobrze.




W środku wystrój rodem jak z PRL'u, proste półki, kilka koszyków na bułki, lada.
Wzięłam trzy bułeczki z otrębami i wyszłam.
Po wyjściu ugryzłam kawałek bułeczki i to było olśnienie - mięsista, razowa, konkretna i nie nadmuchana bułka. Taka jak z mojego dzieciństwa, a dziś na próżno takiej szukać, gdyż wszystkie bułki, nawet "grahamki" są nadmuchaną watą.
Dotarłam do kawiarni, która była kilka kroków dalej, zamówiłam kawę i kanapkę. Był to paluch, z hummusem, suszonymi pomidorami, liśćmi szpinaku i pikami z cukinii, zawartość boska! I ten paluch, ten paluch mnie rozłożył na łopatki.
Pszenny, jasny, ale zwarty i nie nadmuchany. Wypisz, wymaluj, jak ten, który kupowało się w piekarni, gdy byłam jeszcze siusiumajtkiem. Od słowa do słowa, mówię baristom, że świetna ta kanapka i super paluch. I, że przed chwilą kupiłam u ich sąsiadów również świetne bułki. "Ten paluch to właśnie od sąsiadującej piekarni", powiedzieli.
Niewiele się namyślając w drodze powrotnej wstąpiłam ponownie do tej piekarni.
Wzięłam żytni razowy. Oto jego skład: mąka żytnia 2000 - 90%, ziarno żyta 10%, woda, drożdże, sól. I to wszystko. Chleb był pyszny i świeży przez kilka dnia.
Można? Można. Polecam!




Kolejną perełką na Rayskiego, jest mała kawiarnia Stojaki.





Właściciele kochają rowery, co widać po wystroju, prasie i literaturze, stojakach rowerowych dla gości. Sami nazywają siebie lokalną manufakturą spożywczo-rowerową.
Jadłam tam c u d o w n ą  kanapkę (a wiecie jakie mam wymagania co do kanapek), na pysznym pieczywie,  z hummusem, szpinakiem, suszonymi pomidorami i piklowaną cukinią (o czym już wspomniałam wyżej) i wypiłam świetną kawę. Oprócz kanapek, sałatek można zjeść coś na ciepło, są zupy, codziennie coś nowego w porze lunchu.
Kawa smakuje trochę korzennym ciastem marchewkowymi trochę wanilią, a pochodzi z wrocławskiej palarni Czarny Deszcz.
Miejsce fajne wizualnie, z miłą, nienapuszoną atmosferą.
Naprawdę warto.














 
















A jak już zjecie i wypijecie w Stojakach, przejdźcie na drugą stronę ulicy, bo dokładnie naprzeciwko, znajdują się Lody Marczak.






Lody Marczak
to firma rodzinna, założona w 1985r.
Na ich stronie dowiemy się, że używają tylko naturalnych składników, nie napowietrzają swoich lodów by sztucznie zwiększyć ich objętość.
No cóż, dwa razy nie trzeba mi tego powtarzać. Próbujemy!
Pierwsze wrażenie, po wejściu do lodziarni, zagranicznie, inaczej.
Ascetyczne wnętrze, nowoczesne oświetlenie, lodówka z lodami i już.
Nie, jeszcze nie już.
Kiedy już wybraliśmy lody, moją uwagę zwróciły grafiki, rozwieszone na głównej ścianie.
Niesamowicie kreatywne, pomysłowe, autorskie, każde z innej bajki i każde z wplecionymi lodami. Lodami Marczak oczywiście.
Coś pięknego, nietuzinkowego, brawo za pomysł!
Nasze przyglądanie się, zwróciło uwagę współwłaścicielki, córki założyciela firmy, pani Karoliny Marczak.
Zapytała czy podobają się nam grafiki, zaczęłyśmy rozmawiać, o koncepcie lodziarni, o lodach, jak z lektora języka angielskiego zajęła się rodzinnym biznesem (pani Karolino, "Dobra Tato, dawaj te lody!" chodziło za mną pół dnia i przywodziło uśmiech na twarzy, zupełnie jak wspomnienie Państwa lodów). Od słowa do słowa, zaczęła nakładać nam kolejne smaki, "tylko na spróbowanie", po których człowiek jest najedzony jak bąk i szczęśliwy.
Kajmak z solą morską, lody sernikowe, z prażonymi pecanami, i bardzo zaskakujące i orzeźwiająco-kwaskowe lody z kwiatów bzu czarnego.
Lody nie roztapiają się jak woda, są nawet nie kremowe, ale gęste, mięsiste i ciągnące się jak masa maślano-kajmakowa, bardzo plastyczne. Inne.
Obowiązkowy punkt odwiedzin podczas wizyty w Szczecinie.








Na koniec czar PRL'u i obowiązkowa wizyta w kultowym barze Pasztecik, na Wojska Polskiego, który istnieje od 1969r.




Paszteciki z ciasta pączkowego, smażone w głębokim tłuszczu. Taki wytrawny pączek z niespodzianką.
Nadzienie do wyboru: mięsne, pieczarkowo-serowe, kapusta z grzybami, jajeczne.
Do tego barszczyk w plastikowym kubeczku i wystrój a'la modernim późnego Gierka.
Dla mnie bomba!




Szczecin, jak te lody, liznęłam tylko powierzchownie.
Mam jednak nadzieję na ponowne odwiedziny i odkrycie nowych smaków i uroków tego miasta.




Lody Marczak
Gen. Ludomiła Rayskiego 25
Szczecin

Kawiarnia Stojaki
Gen. Ludomiła Rayskiego 19
Szczecin

Piekarnia Reczyńscy
Gen. Ludomiła Rayskiego 17

Bar Pasztecik
Al. Wojska Polskiego 46
Szczecin




11 komentarzy:

Fraszka pisze...

Ale super! Właśnie się zastanawiałam, co w tym Szczecinie ciekawego! I proszę - piękna zachęta! Bo być może w najbliższym czasie czeka mnie delegacja do Szczecina :-)

Agu-sia pisze...

Lubię czytać relacje o moim mieście. Pozwalają mi spojrzeć w inny sposób na znane miejsca.
O ile piekarnię, lody i paszteciki znam i polecam, to o "Stojakach" tylko słyszałam. Trzeba to nadrobić i je odwiedzić.
Koniecznie musisz jeszcze odwiedzić Szczecin, zostało tyle do zobaczenia, np. wspaniałe aleje platanów.
pozdrawiam

madam z. pisze...

Ja ci już pisałam na IG, co warto, dorzucę tylko - wpadaj, wpadaj koniecznie jeszcze raz. A w razie potrzeby służę bardziej składnym przewodnikiem :)

wedelka pisze...

Uwielbiam lody Marczak. Malina z bazylią, kajmak z solą, rocher - to moje ulubione smaki. Pięknie opisałaś Szczecin :)

L. pisze...

Uciekłam stamtąd i nie planuję powrotu, ale bardzo, bardzo kocham to miasto. Jest piękne, niepowtarzalne, ma swoją atmosferę. Nie mogę jednak powstrzymać się od myślenia, że jest martwe.

margotka • ILLUCUCINA pisze...

Niesamowite, Skąd miałaś adresy najlepszych miejsc? I to tych właściwych... Absolutnie trafione! Ta piekarnia to nasz skarb ( http://illucucina.blogspot.fr/2010/01/chleb-w-szczecinie.html ). Za każdym wracam do rodzinnego miasta z nadzieją, że nadal istnieje. To jedyny kupny chleb, który uwielbiam. I jak za dawnych czasów, trzeba być rano, bo właściwie koło 11 półki są puste. Paszteciki to moje dzieciństwo. Mój kolega z liceum chciał otworzyć punkty z tymi pasztecikami wszędzie gdzie się przeprowadzał. Na szczęście zrobił karierę naukową, a my nadal mamy je tylko dla siebie.

madeline 89 pisze...

Nie wiedziałam, że Szczecin jest tak pięknym miejscem i że są tam tak fajne miejsca:) Nigdy tam nie byłam, ale bardzo chętnie kiedyś odwiedzę to miasto.

madam z. pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Sylvii pisze...

Piękne, piękne migawki!
Poznań też taki trochę polski Paryż :) przynajmniej dla mnie. Niedawno wróciłam i jestem oczarowana.

martadobr pisze...

A w "Stojakach" Czarny Deszcz! Wrocław pozdrawia :)

katarzyna terry pisze...

Pieknie opisalas moj Szczecin, dziekuje ci za to :-)